Masaż biurowy
Na zachodzie to już norma. W trakcie pracy grupa biznesmenów udaje się na lunch i… masaż zmęczonych lędźwi, spiętej szyi czy barków.
Jak pokazują najnowsze wyniki ogólnopolskiego badania Ergotest 2008 pozornie lekka praca biurowa jest źródłem wielu dolegliwości. 89 proc. osób pracujących przy komputerach uskarża się na bóle pleców i karku; co piąty z nich ma ból nadgarstków. Z wiekiem jest coraz gorzej. Wielogodzinne przesiadywanie w biurze powoduje przeciążenia kręgosłupa, stawów i mięśni, co prowadzi do poważnych schorzeń. Złe samopoczucie pracowników i ich problemy z koncentracją przynoszą firmom olbrzymie straty!
Tymczasem, wystarczy zafundować sobie 15 minut masażu, by zmniejszyć szkodliwe skutki codziennego siedzenia przed komputerem. Od kilku lat przybywa zwolenników worksite, czyli masażu biurowego. Polecany jest on szczególnie osobom poddanym dużej presji i nadmiernemu nie rozładowanemu stresowi. Masaż wykonywany jest przez ubranie bez potrzeby rozbierania się czy stosowania olejków. Nie wywołuje uczucia skrępowania nagością i może odbywać się wszędzie. Wystarczy krzesło Prestige-reh i trochę wolnego miejsca. Poprawa samopoczucia jest natychmiastowa. Taka forma relaksu nie zaburza rytmu pracy; po 15 min seansie masażu pracownik jest odprężony i z nowym zapałem wraca do wykonywanych zadań. Podczas zabiegu masażyści udzielają wskazówek, jak prawidłowo siedzieć i zorganizować ergonomiczne miejsce pracy.
Pogląd ten zdają się podzielać szefowie polskich firm, którzy coraz częściej decydują się na masaże dla pracowników w biurze. Profesjonalnie przeprowadzony masaż redukuje stres, obniża ciśnienie, poprawia odporność. Odprężenie pozwala lepiej się skoncentrować i z zapałem wrócić do pracy. Lepsze samopoczucie umożliwia pełniejsze funkcjonowanie zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym.Taki masaż to inwestowanie w profilaktykę zdrowia, która pozwala zaoszczędzić firmie wielu wydatków i problemów związanych z leczeniem oraz nieobecnością pracownika w firmie.
Dobry dotyk
W dzisiejszych czasach dotyk to towar deficytowy. Coraz rzadziej klepiemy się po plecach i gładzimy po ramieniu dla wsparcia. Co gorsza, mamy coraz więcej oporów w dotykaniu najbliższych. Tymczasem każdy normalnie funkcjonujący człowiek – nawet najtwardszy z twardzieli – potrzebuje dawki przytulania i niezobowiązującego dotyku, czyli takiego, który nie ma nic wspólnego z seksem. Jesteśmy biologicznie wyposażeni do przyjmowania dotyku. Na powierzchni około 2 metrów kwadratowych skóry mamy ponad 700 tys. receptorów bólu, zimna i ciepła oraz ucisku. Tych ostatnich jest najwięcej – około 500 tys. Również strefa w mózgu reagująca na dotyk jest znacznie bardziej rozbudowana, niż obszary odpowiedzialne za inne zmysły. Jeśli więc w dorosłym życiu jesteśmy głaskani i dotykani, uaktywnia to miłe odczucia z dzieciństwa wyzwala w ciele pozytywne reakcje biochemiczne. Gdy receptor wychwyci dotyk, nerwami obwodowymi wysyła sygnał przez rdzeń kręgowy do wzgórza, jednej z części mózgu. Wzgórze to ważna stacja przekaźnikowa, gdzie wszystkie wrażenia czuciowe są wstępnie analizowane i przekazywane do kory mózgowej, która następnie przetwarza dane. Gdy dotyk został zinterpretowany jako korzystny, przysadka zwiększa produkcję endorfin, które łagodzą ból efektywniej niż morfina oraz są odpowiedzialne za uczucie odprężenia i przyjemności. Podwzgórze wytwarza zaś oksytocyny i wazopresyny, które obniżają ciśnienie i zmniejszają stres.
|